Poczet cesarzy
Skoro dotarłem już do stolicy Etiopii, Addis Abeby, czas przedstawić kilku jej władców i mojego ulubionego w całej tej drużynie - Menelika II, modernizatora kraju, który władał na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku.
Jego wspaniali doradcy donosili mu o wynalazkach, które powstają w innych krajach. Największą uwagę władcy skupił jeden z nich – nowa metoda uśmiercania kryminalistów. Człowieka sadza się na drewnianym krześle, oplata przewodami i poddaje działaniu dziwnej substancji zwanej elektrycznością. Powiedzieli mu, że proces jest bardzo bolesny, a śmierć następuje dopiero gdy głowa delikwenta zaskwierczy i pojawi się dym.
Podekscytowany cesarz postanowił zamówić wynalazek i przetestować. Po kilku miesiącach krzesła elektryczne dotarły wreszcie, władca zachwycał się ich wyglądem, zarządził prezentację.
I wtedy właśnie okazało się, że krzesło nie zadziała, bo w Etiopii nie ma jeszcze elektryczności…
Mimo wysiłków Menelika II i kolejnych władców, aż do współczesności Etiopia jest jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Wciąż nie ma szczęścia.

W latach trzydziestych dwudziestego wieku władzę objął znany nam dobrze z „Cesarza” Ryszarda Kapuścińskiego – Ras Tafari Mekonnen, który przyjął imię Hajle Sellasje.
Nie był to władca marzeń. Mały, wychudzony, mówił szeptem, ale swój rodowód wywodził od samej królowej Saby i jej syna Menelika, więc rodzina to zacna.
Kontynuował modernizację kraju i jak usłyszałem - Może biednym nie żyło się wtedy najlepiej, ale inni mieli dobrze.
Budował kolej, elektryfikował, stworzył parlament i co ważne – ruch antykolonialny, razem z Kenią i Afryką Południową.
Ja nie mogę jednak zapomnieć fragmentu otwierającego „Cesarza”, ilustrującego dwór Sellasje, o małym cesarskim piesku, który biegał w czasie audiencji pomiędzy urzędnikami i oficjelami i sikał im na buty. Zadaniem człowieka, który się wypowiadał było wycieranie ściereczką sików, tak by wyprowadzić dyplomatów z zakłopotania. To była jego praca przez 10 lat.
Sellasje był ostatnim cesarzem Etiopii, w latach 70-tych przyszli komuniści, odsunęli go od władzy, a potem jeszcze udusili poduszką w sypialni. I zaczęli eksperymentować z gospodarką. Do dzisiaj odbija się to czkawką. Wreszcie i ich rządy upadły, ale przy jednej z głównych ulic w Addis wciąż widać wielki socrealistyczny pomnik z lśniącą czerwoną gwiazdą, sierpem i młotem w złotej tarczy.
Ukraiński ślad
Ludzie bardzo interesują się polityką, nawet niepiśmienni farmerzy wiedzą co się dzieje i to nie dzięki TV, ale wiecom i spotkaniom. Problem tylko w tym, że za bardzo publicznie swego zdania wyrażać nie można.
Podróżując po Etiopii ciągle słyszałem o polityce. Ludzie buzują, nastroje nie są najlepsze, oto co się mówi:
Cały demokratyczny rząd (tylko z nazwy) z premierem Melesem Zenawi pochodzi z Tigray, jednej z prowincji. Największe kontrowersje wywołały ostatnie wybory parlamentarne i ich sfałszowane wyniki. Rząd po prostu nie chciał oddać władzy, ludzie zaczęli demonstrować.
Mówię, że to przecież tak jak na Ukrainie, ale szybko wyprowadzają mnie z błędu – Owszem, ale z tą różnicą, że w Etiopii wojsko było po stronie rządowej i zaczęło strzelać do demonstrantów…
Opozycyjne gazety relacjonowały nieprawidłowości, ale zostały zamknięte. Intelektualiści trafili do więzień. Usłyszałem, że opozycja jest wykształcona, jej przywódcy mówili w czasie kampanii to co ludzie czują. Strona rządowa siała propagandę, twierdząc, że gdy tamci wygrają to skończy się to konfliktem jak w Ruandzie.
Rząd po cichu krytykowany jest wszędzie, oprócz Tigray, gdzie buduje się drogi i widać troskliwą, opiekuńczą rękę dla swoich. Głośno krytykować się nie da. Media są kontrolowane, Internet w powijakach, ciągle tylko modemowe połączenia. Rząd zablokował smsy, nie można ich już wysyłać.
Zenawi zdobył władzę siłą, przeganiając komunistów i innych konkurentów. Sprawuje ją więc nie w imieniu ludu, a w imieniu poległych kolegów, a to zmienia postać rzeczy. Wygląda na to, że rząd i jego wojsko są bezkarne, mimo raportów niezależnych obserwatorów o nieprawidłowościach wyborczych i utraty ogromnej pomocy finansowej ze strony społeczności międzynarodowej.
W Addis Abebie usłyszałem od młodego studenta imieniem Afiord historię, po której przeszły mi ciarki. Spacerował z kolegami ulicą, zobaczyli dzieciaka rzucającego kamieniami w żołnierza. Mundurowy nie zastanawiał się, chwycił za karabin i po prostu wystrzelił, dziecko upadło w kałuży krwi. Obok była matka. Rzuciła się w jego stronę, zaczęła lamentować i wyzywać. Żołnierz wystrzelił po raz drugi. – Płakałem – mówił Afiord - ale nic nie zrobiliśmy, szliśmy dalej, lepiej się nie zatrzymywać.
Antypody myśli
W Aksum spotkałem człowieka, który twierdził, iż startował z opozycyjnej listy w ostatnich wyborach do parlamentu. Dwudziestosiedmioletni student zarządzania dostał 3500 głosów, które jednak zostały spalone, jak donieśli mu znajomi z komisji.
Siedzieliśmy w ogrodzie restauracji, przy ostatnim stoliku, przy żywopłocie, z dala od ludzi, rozmawiając.
Jest sierotą, matka umarła gdy miał 6 miesięcy, wychowywała go siostra, ale też zmarła ukąszona przez węża. Tułał się pracując u różnych ludzi, wypasając bydło. Dorobił się 6 krów, które sprzedał i zaczął się uczyć. W szkole już 12 lat, ale szanse na zatrudnienie są marne więc woli uciekać. Najpierw do Sudanu, zdobyć dokumenty, potem z Chartum przez pustynię, przemknąć się autem do Libii, a stamtąd do Włoch. Cała operacja zamyka się w 10000 birrów, czyli 1000 euro.
Boi się aresztowania. Kiedy partia rządząca sfałszowała wybory i zaczęło się zamykanie opozycjonistów uciekł do Sudanu, ale go cofnęli z granicy. Teraz marzy by się stąd wydostać i przez Włochy trafić do Australii. Słyszał, że tam łatwo o pracę. Mówię, że oczywiście – ludzie ambitni sobie poradzą, tam ciągle są potrzebni. Wydawało mi się, że oczy mu się zeszkliły, gdy mówiłem o tym tak na luzie, że tam byłem, a potem wyjechałem, bo mi się znudziło i pewnie będę mógł tam wrócić jak mi się mocno zachce i się uprę. Dla niego to jest marzenie, dla którego jest gotów rzucić swoje życie na szalę.
Nowa kolonizacja
W Bahar Darze, Addis, student ekonomii żalił się, że nie może sam wybrać miejsca gdzie studiować. Jest z okolic stolicy, ale rząd go przysłał go tutaj w ramach mieszania ludzi z różnych regionów kraju. Może i teoria słuszna, ale w praktyce człowiek się męczy.
- Czy Etiopii może jeszcze dogonić resztę świata? – pytam wreszcie.
- Nie. – mówi otwarcie, wymieniając problemy - Jest HIV, zarażonych jest 3 miliony ludzi w wieku produkcyjnym. Są międzynarodowe prawa i cła utrudniające nam przerabianie np. kawy, możemy tylko eksportować samo ziarno, za grosze. Z Egiptem toczy się spór o wodę z Nilu, nie możemy wykorzystywać całego potencjału rzeki do nawadniania pól. Do tego skorumpowany rząd, który sam chce się wyżywić. Strzelanie do ludzi. Niedawno mieliśmy wojnę z Erytreą, a teraz znów sytuacja jest napięta. Bank światowy domaga się pieniędzy, a to dopiero początek długiej listy.
Podawał przykład, że w Europie na rozrywkę i używki wydaje się takie sumy, które mogłyby uratować niejedno afrykańskie państwo.
Tylko kto wam to da?
- Nie ma litości. Światu nie zależy na rozwoju Afryki, bo lepiej korzystać z tanich surowców i samemu je przerabiać. To nowa kolonizacja, tym razem ekonomiczna. Nawet tańsza i bezpieczniejsza niż poprzednie, kiedy trzeba było utrzymywać w danym kraju wojsko i swoich urzędników. Teraz wystarczy tylko uzależnić od siebie dane państwo pod względem ekonomicznym i już jest się panem jego losu.
Stolica
Addis Abeba to kilkumilionowa przerośnięta wioska. Przeważnie w stolicy można zobaczyć potencjał kraju, nowe trendy, które potem rozprzestrzeniają się dalej, ale tu niewiele można zobaczyć.
Wokół eleganckiego hotelu Sheraton są slumsy. W hotelu jest jedyny bankomat w kraju, który miał obsługiwać zagraniczne karty. No i był, ale oczywiście nie działał, jakby kontynuując tradycję od samego Menelika II.
Z urzędnikiem w hotelowym banku wdaję się w dyskusję o sytuacji kraju. Pyta o moje wrażenia z Etiopii.
– Smutek, gorycz, bieda… Ludzie wciąż wyciągają do mnie ręce po pieniądze.
- Gdyby nasz rząd zwrócił się do ciebie, też by żebrał – zażartował urzędnik, a może to wcale nie był żart.
14-02-2006
Etiopia